Ile składników w kremie? Czyli crème de la crème od Nexxogene

Tę decyzję determinowało to, że zamiast słoiczka z preparatem, w którym producent decydował o ilości substancji aktywnych, mających mieć zbawcze działanie na moją skórę, od Nexxogene dostałam 100 procentowy koncentrat składników aktywnych. Chciałoby się rzec crème de la crème.

Porównania są trudne, bo producenci unikają konkretów. Pisałam już w którymś ze wpisów, że bywa iż większość mazi, którą kupujemy stanowi woda. W dodatku woda w postaci, która nie ma pozytywnego działania na skórę. Jeżeli więc wiecie, które składniki są Wam potrzebne do zachowania lub odzyskania pięknego wyglądu twarzy, chciałybyście, żeby w kremie była odpowiednia ich ilość. Ja to dostaję od Nexxogene.

Na czym polega trik? Producenci nie podają procentowej zawartości wartościowych składników w swoich preparatach. Pierwszą zasadą czytania etykiet jest więc kolejność zamieszczonych składników. Są podawane według ilości danej substancji w danym kremie.

Wracając do specyfiku, który, jako nowość przykuł moją uwagę. Opakowanie reklamowało zawartość, jako krem oparty o bardzo dobrze działający na skórę olejek oraz pewien nawilżający związek i dwa naturalne wyciągi z pewnych roślin. Celowo nie podaję ich nazw. PO upewnieniu się co to za substancje, wzięłam się do lektury etykiety. Olejek był dziesiątą pozycją na liście. A lista była bardzo długa.

Producent oznaczył co prawda wszystkie składniki pochodzenia roślinnego, jednak przeplecione były taką ilością sztucznych związków chemicznych, że nawet brak w nim parabenów, olejów mineralnych i barwników, nie był w stanie przekonać mnie do zakupu.

Nie śmiejcie się z maniaczki dbania o wygląd, ale w domu niemal z czułością rzuciłam okiem na mój krem Nexxogene. Wiem, że płacę za krem, w którym jest wszystko czego potrzebuję. W 100 procentach nie leją wody.

NEWSLETTER

Otrzymuj najnowsze promocje prosto na swój email. Zapisz się już teraz